Odszkodowania z OC są wciąż problematycznym tematem w Polsce. Codziennością jest, że firmy ubezpieczeniowe kwestionują wysokość i zasadność odszkodowań. Pomijając oczywiście dyskusję na temat nadużyć (wyłudzeń), dla przeciętnego klienta nadal jest to trudne doświadczeniem. Na tyle trudnym, że problem ten wymagał interwencji Sadu Najwyższego, który decyzja z 04/2012 r. jednoznacznie wyjaśnił sytuację – wszystkie odszkodowania z OC sprawcy muszą w 100% wyrównać szkodę. Dodatkowo Sąd Najwyższy uznał, że w przypadku szkód komunikacyjnych wszelkie naprawy powinny być dokonywane z zastosowaniem nowych części i podzespołów. Oznacza to (przynajmniej powinno), że w przypadku odszkodowania z OC, poszkodowani mają pełną ochronę, to jest nie mogą ponosić dodatkowych kosztów naprawy. Praktyka, pomimo ww. orzeczenia, jest jednak inna i Towarzystwa Ubezpieczeniowe często kwestionują wysokość odszkodowania oraz sposób likwidacji szkody.

Jednym z często kwestionowanych elementów odszkodowania jest samochód zastępczy na czas naprawy (z polisy OC sprawcy). Towarzystwa Ubezpieczeniowe często i uznaniowo wprowadzają ograniczenia czasowe i jakościowe (np. dostęp do komunikacji miejskiej), które uniemożliwiają swobodne korzystanie z auta zastępczego przez cały czas naprawy. Niektóre firmy pokrywają koszty najmu, ale tylko przez ograniczony czas, który z reguły nie pokrywa się z czasem wymaganym na naprawę. Tą kwestią również zajął się Sąd Najwyższy, który w decyzji z listopada 2011 r. przyznał, iż poszkodowanemu należy się samochód zastępczy niezależnie od jakichkolwiek uwarunkowań.

Istotnym elementem odszkodowań jest również utrata wartości rynkowej pojazdu na skutek wypadku. Towarzystwa Ubezpieczeniowe nie eksponują takiej możliwości swoim klientom, starając się w ten sposób minimalizować własną odpowiedzialność. A trzeba przyznać, że niejednokrotnie wielkość takiego odszkodowania/utraty wartości auta na skutek wypadku może być bardzo znaczna. Szczególnie to dotyczy samochodów klasy premium, takich jak BMW.